
Samochód może wyglądać na czysty, a mimo to kryć dziesiątki miejsc, w których przez miesiące gromadzą się piasek, kurz i brud. Detailing zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się zwykłe mycie – w szczelinach, w zakamarkach i na powierzchniach, którym na co dzień nie poświęca się uwagi. O różnicach między zwykłym czyszczeniem auta a detailingiem rozmawiamy z Szymonem Krupińskim, właścicielem myjni samochodowej DetalArt w Sejnach.
Barbara Gnoza: Co było pierwsze? Zamiłowanie do porządku, czy do samochodów?
Szymon Krupiński: Zdecydowanie do samochodów. Zamiłowanie do porządku przyszło później. Pierwszy samochód, który czyściłem to Polonez rodziców. Tata zawsze powtarzał mi, że samochód myje się jak człowieka – zaczynasz od głowy, czyli od dachu, a kończysz na kołach.
Barbara: Czy ta strategia dziś też się sprawdza?
Szymon: Dziś wiem, że robi się to trochę inaczej. Zaczyna się od kół, żeby brud z nich nie chlapał na już umyte elementy samochodu. Ale taka była to moja pierwsza lekcja.
Barbara: Ile miałeś lat, kiedy pierwszy raz ktoś zapłacił Ci za wyczyszczenie samochodu?
Szymon: Czternaście. To był Golf 2; dostałem za niego 30 złotych. I byłem bardzo zadowolony i dumny z siebie. I chyba już wtedy zobaczyłem, że zrobić dobrze to nie zawsze znaczy zrobić szybko. I o to też chodzi w detailingu.
Barbara: Czym właściwie jest detailing? Wyjaśnij to pojęcie wszystkim, którzy słyszą to słowo po raz pierwszy.
Szymon: Miałem kiedyś klienta, który przyjechał i powiedział: „Przyjechałem na mycie”. Odpowiedziałem mu: „To nie jest mycie, to jest detailing”. I rzeczywiście między jednym a drugim jest duża różnica. Detailing to profesjonalne, dokładne czyszczenie samochodu z dbałością o każdy detal – dosłownie każdy centymetr wnętrza czy nadwozia. Staram się przywrócić samochodowi wygląd, jaki miał, gdy jako nowy wyjeżdżał z salonu. Oczywiście w miarę możliwości.
Barbara: Przecież w standardowej myjni samochodowej mogę zamówić czyszczenie wnętrza auta…
Szymon: Owszem, ale na myjni liczy się przede wszystkim czas. W zwykłej myjni czyszczenie auta w środku to w gruncie rzeczy odkurzanie i przetarcie głównych elementów, bez wchodzenia w detale. A każdy samochód ma miejsca, do których szmatką nie dojdziemy – tam potrzebny jest pędzelek, sprężone powietrze, inne akcesoria.

Barbara: Czyli myjnia nie zaproponuje czyszczenia pędzelkiem?
Szymon: Nie. Tam klient dostanie mycie i czyszczenie podstawowe. U mnie klient dostaje czyszczenie w wersji premium, czyli detailingowe. Aby uzyskać ten efekt trzeba wejść w szczeliny, zakamarki, przestrzenie pod uszczelkami i między innymi elementami. Dosłownie wszędzie. Zanim kierowca wsiądzie do auta już ma poczuć ten efekt „wow”.
Barbara: Co daje ten efekt wow?
Szymon: Pierwsze co widzi osoba wsiadająca do auta to podłoga, dlatego poświęcam podłodze wiele czasu. Wyczyszczony na błysk kokpit, kierownica, gałka skrzyni biegów, pedały – to czarne elementy, na których najszybciej widać nalot i wypłowienie, więc muszą wrócić do prawdziwej czerni. Ważne są też dywaniki. Zakres usług jest oczywiście wcześniej konsultowany z klientem.
Barbara: A są elementy, których klient właściwie nie zauważa, ale Ty zawsze na nie patrzysz?
Szymon: Jest ich sporo. Drzwi od wewnętrznej strony, uszczelki, przestrzeń pod nimi, szyny foteli. Jest też element, na który każdy patrzy, ale mało kto docenia jego znaczenie – podłokietnik. Bardzo ważna jest również kierownica. Powinna być dokładnie wyczyszczona i zaimpregnowana, bo dłonie bardzo szybko ją brudzą. Podobnie jest z manetkami kierunkowskazów. Tam trzeba włożyć więcej pracy, ale właśnie takie drobiazgi robią różnicę.
Barbara: I stąd nazwa Myjnia DetalArt?
Szymon: Tak. „Detal” od detalu i „Art” od sztuki. Bo dobrze wyczyścić samochód to naprawdę jest sztuka.
Barbara: Przyjeżdża do Ciebie klient. Samochód wygląda z zewnątrz całkiem dobrze. Mówisz mu, co można zrobić. I wtedy otwierasz drzwi…
Szymon: …i zaczyna się prawdziwa historia. Najpierw oczywiście jest rozmowa. Pytam, czego oczekuje klient, a potem oglądam samochód. Te oględziny są jednak tylko częściowo miarodajne, bo nigdy nie wiadomo, co wyjdzie podczas czyszczenia i jak długo to potrwa. Gdy zaczynam czyszczenie często okazuje się, że są plamy, piasek, różne niespodzianki. Wszystko da się wyczyścić, tylko na wszystko potrzeba czasu.

Barbara: Co w sprzątaniu auta jest takim zadaniem, przy którym właściciel samochodu najczęściej bezradnie rozkłada ręce?
Szymon: Na przykład podłoga pełna piasku. Wygląda niewinnie, ale żeby usunąć piasek potrzebny jest odpowiedni sprzęt. Trudne są też plamy po chemikaliach, mleku, różnego rodzaju zabrudzeniach biologicznych, albo po myszach. Ale takie tematy akurat bardzo lubię, bo są wyzwaniem.
Barbara: Czyli klient płaci nie tylko za samo czyszczenie. Tak naprawdę płaci za Twój czas, sprzęt i doświadczenie.
Szymon. I bezpieczeństwo.
Barbara: Dlaczego bezpieczeństwo?
Szymon: Bo przy czyszczeniu samochodu można popełnić wiele błędów i zniszczyć niektóre powierzchnie.
Barbara: Opowiedz o tych błędach.
Przede wszystkim jeśli nie jesteśmy pewni, czy możemy użyć bezpiecznie jakiegoś środka, najpierw zapytajmy specjalistę. Częsty błąd to pranie tapicerki pianką w sprayu. I chociaż producent pisze, że to pianka do prania, to praniem bym tego nie nazwał.
Prawdziwe pranie to naniesienie środka chemicznego, który musi popracować, wypracowanie tego akcesoriami, potem wypłukanie i wysuszenie. Czasem powtórzenie całego procesu. Nawet ja, jako osoba doświadczona, bez wywiadu z klientem i bez wiedzy, z jaką plamą mam do czynienia, mogę zbłądzić. Źle dobrane środki czyszczące mogą nieodwracalnie zniszczyć materiał: odbarwić go, zmienić strukturę, wręcz „spalić”.
Barbara: Zdarzyło Ci się poprawiać po takiej samozwańczej próbie czyszczenia?
Szymon: Cały czas mi się to zdarza. Miałem klienta, który przyjechał z turbo brudną tapicerką. Ciągle wyłaniały się nowe plamy. Zadzwoniłem do niego, aby zapytać, co wcześniej z tą tapicerką robił. Okazało się, że jakiś czas wcześniej prał ją sam taką pianką ze sklepu. Niewłaściwe środki mogą wejść w reakcję z plamą i nieodwracalnie uszkodzić materiał. A plama i tak zostanie.
Barbara: A jest jakiś popularny rodzaj produktu, który szczególnie odradzasz?
Szymon: Odradzam niektóre preparaty w sprayu, które mają za zadanie nadać połysk kokpitowi. Owszem, zaraz po użyciu jest efekt blasku i błysku, ale powstaje powłoka, która później przyciąga jeszcze więcej brudu. Żeby to potem wyczyścić, trzeba dużo więcej pracy i chemii, niż gdyby nigdy tego preparatu nie użyto.
Barbara: Czy są jakieś plamy nie do usunięcia?
Szymon: Większość plam da się usunąć – oleje, smary, wino, plamy po wymiotach, po zwierzętach czy po dziecięcych eksperymentach. To wszystko jest do ogarnięcia.
Barbara: A czy jest różnica w czyszczeniu samochodu zupełnie nowego i takiego, który ma już swoje lata?
Szymon: Żadnej. Wszystko zależy od użytkownika i od tego, czy na co dzień lubi o auto dbać. Jeśli lubi i robi to regularnie, czyszczenie takiego samochodu idzie z przyjemnością. Jeśli nie, zajmuje to po prostu więcej czasu, bez względu na wiek auta. Ale po to jestem – aby wspierać każdego, kto nie ma czasu na sprzątanie samochodu lub za tym nie przepada.
Barbara: Czy samo wyczyszczenie elementów auta wystarczy, czy trzeba je jeszcze czymś zabezpieczyć?
Szymon: Samo wyczyszczenie to jeszcze nie koniec. Każdy element ma strukturę, w której może gromadzić się kurz i brud. Żeby dokładnie oczyścić je również w głębszych zakamarkach, potrzebna jest odpowiednia chemia i akcesoria. Dopiero na koniec aplikuje się dressing, czyli preparat, który zabezpiecza plastik. Jest tu jednak pułapka. Dressing bardzo wyraźnie pokaże miejsce, które nie jest doczyszczone. Jeśli zostanie tam brud, po aplikacji impregnatu może powstać nieestetyczna plama. Wtedy trzeba wrócić i doczyścić to miejsce. A jeśli mimo prób nie da się go usunąć, uczciwie informuję o tym klienta.
Barbara: Dobrze, a co to jest korekta lakieru i czym różni się od polerowania?
Szymon: To dokładnie to samo. Jeśli w studiu detailingowym poprosisz o polerowanie, usłyszysz, że to korekta lakieru lub odwrotnie. Korekta lakieru może być: jednoetapowa, dwuetapowa i wieloetapowa. To, na jaką korektę zdecyduje się klient, zależy od jego budżetu.
Barbara: Czy to się wiąże również z malowaniem?
Szymon: Nie. Korekta lakieru to polerowanie lakieru, który już jest na aucie. Nie jestem lakiernikiem, ale w studiu DetalArt mogę uzupełnić ubytek lakieru. Nie pomaluję jednak całego elementu. Ale klient musi wiedzieć, że uzupełnienie zawsze może być w jakimś stopniu widoczne.
Barbara: A czym jest ceramika na aucie?
Szymon: To bardzo twarda powłoka, którą nakłada się po dekontaminacji i korekcie lakieru. Chroni przed zabrudzeniami chemicznymi – na przykład ptasimi odchodami, które mają sporo szkodliwych substancji i potrafią dosłownie zżerać lakier. Chroni też przed żywicą, solą, promieniami UV, daje hydrofobowość i efekt „mokrego lakieru. Pomaga również utrzymać lakier w świetnym stanie przez długi czas. To po prostu płynne szkło.
Barbara: Czyli jeśli zrobię ceramikę, to wosk jest już niepotrzebny?
Szymon: Ceramika to zabezpieczenie premium. Większą ochronę daje jedynie folia PPF. Wosk to raczej cykliczna pielęgnacja – daje połysk i hydrofobowość na kilka tygodni przy słabszych produktach, a przy woskach premium nawet na kilka miesięcy czy rok. Wszystko zależy od tego, jak wcześniej przygotowany był lakier.
Barbara: Czy coś może pójść nie tak podczas aplikacji ceramiki?
Szymon: Zadanie jest wymagające. Ceramika to płyn, który nakłada się aplikatorem i trzeba poczekać, aż zacznie „pracować”. Źle zaaplikowana ceramika oznacza mnóstwo dodatkowej pracy przy jej usuwaniu jeśli coś pójdzie nie tak – i koszt po stronie wykonawcy. Tu nie ma miejsca na błędy i przypadki.
Barbara: Pamiętasz najtrudniejsze zlecenie w swojej karierze?
Szymon: Tak. Samochód sprowadzony ze Stanów Zjednoczonych. W samochodzie był każdy możliwy rodzaj brudu. Kawa, wino, resztki jedzenia… Podłoga w fatalnym stanie, pasy bezpieczeństwa były prawie brązowe. Fotele były tak zniszczone, że jeden prałem sześć godzin – i nie dało się go w pełni odratować, bo gąbka pod tapicerką była zbyt przesiąknięta brudem. Ostatecznie zamaskowałem tę plamę w inny sposób. Poza tym nie doszacowałem wtedy kosztów, bo nie wiedziałem, co tak naprawdę mnie czeka. To była wtopa finansowa, ale również cenna lekcja i wyzwanie dla moich umiejętności. Na koniec samochód był czysty i pachnący, ale droga do tego była długa.
Barbara: A czy zdarzyło się coś jeszcze bardziej nietypowego?
Szymon: Na przykład samochód, w którym zamieszkały myszy. Stał gdzieś pod restauracją przy koszu na śmieci. Gdy jedna mysz zostawi swój zapach, przyciąga kolejne. Tam trzeba było użyć zaawansowanej chemii, bo tapicerka była z jasnej skóry, a takie zabiegi zostawiają ślady, więc wcześniej zapytałem klientów, czy się na to zgadzają. Zgodzili się – i byli zadowoleni z efektu.
Barbara: Pracujesz też z flotami firmowymi?
Szymon: Tak, mam klientów firmowych – od samochodów osobowych, przez dostawcze, po ciężarówki, a nawet auta do przewozu bydła. Obsługuję zarówno duże, jak i małe firmy.
Barbara: Na koniec – masz jakieś auto marzeń, nad którym chciałbyś popracować?
Szymon: Nie chodzi o konkretną markę. Doceniam wyzwania, więc lubię czyścić turbo brudne samochody, wyciągnięte gdzieś z szop i starych garaży. Takie, z których trzeba wyciągnąć cały potencjał. I nie chodzi wyłącznie o wnętrze. Lubię pracować nad lakierem i patrzeć jak wychodzi z niego to, co najlepsze. Najtrudniejszy do wypolerowania na wysoki połysk jest zawsze czarny lakier w wersji uni. Mina klienta jest zawsze bezcenna.

Barbara: Na koniec – masz jakieś auto marzeń, nad którym chciałbyś popracować?
Szymon: Nie chodzi o konkretną markę. Doceniam wyzwania, więc lubię czyścić turbo brudne samochody, wyciągnięte gdzieś z szop i starych garaży. Takie, z których trzeba wyciągnąć cały potencjał. I nie chodzi wyłącznie o wnętrze. Lubię pracować nad lakierem i patrzeć jak wychodzi z niego to, co najlepsze. Najtrudniejszy do wypolerowania na wysoki połysk jest zawsze czarny lakier w wersji uni. Mina klienta jest zawsze bezcenna.
Barbara: I takich samochodów Ci życzę. Wielkie dzięki za mnóstwo cennej wiedzy.
Szymon: Ja również dziękuję.







