
Firmy skupiają się w biznesie na rozwoju i wynikach, zapominając o sytuacjach, które mogą zachwiać jego funkcjonowaniem. Biznes może świetnie działać – pytanie, czy równie dobrze poradzi sobie bez właściciela. O ryzykach i tym, co warto sprawdzić, zanim życie zrobi to za nas, rozmawiamy z Dariuszem Laskowskim.
Barbara Gnoza: Rozmawiam z wieloma przedsiębiorcami o budowaniu marki i rozwoju biznesu. Ty z kolei rozmawiasz z nimi o ryzykach, których często sami nie dostrzegają. Gdybyś miał wskazać jedno zdanie, które najlepiej podsumowuje te rozmowy, co by to było?
Dariusz Laskowski: „Dlaczego nikt mi wcześniej o tym nie powiedział?”
Barbara: Kiedy to pytanie pada najczęściej?
Dariusz: Zwykle wtedy, gdy naprawienie problemu kosztuje wiele stresu, wiele miesięcy i dużo pieniędzy, a jego uniknięcie zajęłoby kiedyś dosłownie chwilę.
Barbara: Masz przykład, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?
Dariusz: Kilka lat temu chciałem porozmawiać z właścicielem firmy o współfinansowaniu polisy grupowej dla pracowników. Usłyszałem: „Nie mam teraz na to czasu” i temat się skończył. Dwa lata później zmarł jeden z jego pracowników. Pracował w tej firmie ponad 15 lat, dlatego firma musiała wypłacić rodzinie około 30 tys. zł odprawy pośmiertnej – równowartość sześciu pensji. Tydzień później podpisaliśmy aneks i firma zaczęła współfinansować składkę.
Barbara: Ciekawe, że wcześniej nie miał na to czasu, a nagle znalazł go od ręki…
Dariusz: Tak jest bardzo często. Dlaczego? Bo wcześniej problem był dla niego czysto teoretyczny. Dopiero konkretna sytuacja pokazała mu, ile kosztuje brak przygotowania.
Barbara: Ale przedsiębiorcy naprawdę mają ręce pełne roboty – klienci, ZUS, podatki, kontrole, codzienna „bieżączka”. Po co mieliby poświęcać czas na coś, co może się nigdy nie wydarzyć?
Dariusz: Rozumiem to w stu procentach. Prowadzenie firmy w Polsce to często sport ekstremalny. Problem w tym, że sprawy ważne, ale niepilne, w jednej chwili potrafią stać się najpilniejszymi ze wszystkich. I wtedy cała reszta przestaje mieć znaczenie.
Barbara: Możesz to jakoś rozwinąć?
Dariusz: Weźmy nagłą nieobecność właściciela. W wielu małych i średnich firmach dopiero w takiej chwili wychodzi czarno na białym, jak bardzo wszystko było oparte na jednej osobie.
Barbara: Co konkretnie masz na myśli?
Dariusz: Kto poza szefem może zrobić przelew? Podpisać umowę? Zadzwonić do kluczowego klienta i utrzymać relację? Kto może podjąć ważną decyzję? Zorganizować pracę, kiedy szefa nie ma? Kiedy pytam o to wprost, odpowiedź bardzo często brzmi: nikt.
Barbara: Ale przecież telefon działa nawet na urlopie – da się to wszystko ogarnąć zdalnie.
Dariusz: No tak. Przy założeniu, że ktoś jest w stanie odebrać telefon.
Barbara: Faktycznie, może przecież nie odebrać…
Dariusz: Wypadek. Poważna choroba. Zatrzymanie czy tymczasowy areszt. Sytuacja, w której nagle nie masz możliwości kontaktu. O tym ostatnim praktycznie nikt nie myśli. A firma nadal musi działać.
Barbara: No i jest jeszcze ten ostateczny scenariusz.
Dariusz: Śmierć właściciela. I tu jest jedna statystyka, której nie trzeba nawet sprawdzać. Właściciele firm również są śmiertelni. I to w 100%.
Barbara: No dobrze, ale zostaje przecież rodzina, żona.
Dariusz: Bardzo często słyszę: „W razie czego żona to ogarnie”.
Barbara: I jak te żony to ogarniają?
Dariusz: A ktoś je w ogóle zapytał, czy chcą i czy potrafią? Często żona po prostu nie uczestniczy w codziennym prowadzeniu firmy. Ma swoją pracę, swoje obowiązki i nagle miałaby przejąć coś, czym wcześniej się nie zajmowała.
Barbara: A co z rozdzielnością majątkową? Wielu przedsiębiorców zakłada, że to chroni ich rodzinę i firma nie będzie problemem żony.
Dariusz: I tu wiele osób może się zdziwić. Sama rozdzielność majątkowa nie oznacza, że po śmierci małżonek jest poza spadkiem. Dziedziczy się nie tylko majątek. Mogą zostać również zobowiązania związane z działalnością.
Barbara: Czyli można odziedziczyć majątek i przy okazji zobowiązania?
Dariusz: Można. I wtedy decyzje trzeba podejmować często pod presją czasu, bez przygotowania. A jeśli w rodzinie są małoletnie dzieci, dochodzi jeszcze jedna rzecz.
Barbara: Dzieci są problemem?
Dariusz: Nie dzieci. Ich ustawowa ochrona. Przy części ważniejszych decyzji dotyczących ich majątku potrzebna może być zgoda sądu. I nagle czegoś, co wcześniej właściciel mógł zrobić sam, nie da się już zrobić tak po prostu.
Barbara: Da się na to wcześniej przygotować?
Dariusz: Oczywiście. Testament, zarządca sukcesyjny, pełnomocnictwa, odpowiednie instrukcje. To wcale nie musi być skomplikowane. Jest tylko jeden potężny problem.
Barbara: Jaki?
Dariusz: Trzeba chcieć to zrobić.
Barbara: Wróćmy na chwilę do majątku firmy. Wielu przedsiębiorców mówi: „Mam firmę, nieruchomości, maszyny – moja rodzina jest zabezpieczona”. Czy to za mało?
Dariusz: Majątek i gotówka to nie jest to samo. Można mieć firmę wartą kilka milionów, a jutro pilnie potrzebować dwustu tysięcy złotych na przedpłatę czy spłatę zobowiązania. Hali produkcyjnej ani maszyn nie sprzedasz do jutra.
Barbara: Czyli można być milionerem na papierze i mieć realny kłopot z płynnością?
Dariusz: Dokładnie. I to akurat wtedy, gdy pieniądze są najbardziej potrzebne.
Barbara: A zdarza Ci się we współpracy z przedsiębiorcami usłyszeć coś, co naprawdę Cię zaskakuje?
Dariusz: Niedawno rozmawiałem ze wspólnikiem spółki z o.o. o zabezpieczeniu udziałów. Zapytałem, skąd w razie potrzeby weźmie pieniądze na wykup udziałów drugiego wspólnika. Usłyszałem: „Niech Pan nie wymyśla. Te 2,5 tysiąca to ja w każdej chwili wyjmę z portfela i będzie po sprawie”.
Barbara: 2,5 tysiąca za udziały w firmie wartej miliony?
Dariusz: Pomylił kapitał zakładowy spółki z realną wartością swojej części biznesu. Zapytałem więc, czy w takim razie sprzeda mi swój udział za tę właśnie kwotę.
Barbara: I co odpowiedział?
Dariusz: Obraził się. Stwierdził, że przecież jego udziały są warte znacznie więcej.
Barbara: Czyli sam sobie odpowiedział.
Dariusz: Właśnie. I dopiero wtedy różnica między kapitałem zakładowym a wartością jego udziałów stała się dla niego oczywista.
Barbara: No dobrze, jeśli po śmierci wspólnika drugi chciałby przejąć jego udziały, to skąd realnie wziąć na to pieniądze?
Dariusz: To pytanie, którego prawie nikt sobie wcześniej nie zadaje. Bo co innego wiedzieć, że kiedyś trzeba będzie zapłacić, a co innego mieć kilkaset tysięcy czy kilka milionów dostępne dokładnie w chwili, gdy są potrzebne. Umowa spółki może wcześniej regulować część tych kwestii, ale pozostaje pytanie o pieniądze.
Barbara: I znów wracamy do płynności finansowej.
Dariusz: Otóż to. I dochodzi tu jeszcze jedna kwestia – pieniądz może być tani albo bardzo drogi. Zależy, kiedy zaczynasz go szukać.
Barbara: Co to znaczy w praktyce?
Dariusz: Wyobraź sobie, że wspólnika nagle zabrakło, a jego spadkobiercy chcą sprzedać udziały warte półtora miliona. Skąd bierzesz te pieniądze?
Barbara: Kredyt?
Dariusz: Możliwy scenariusz. Tylko ile kosztuje pieniądz, którego potrzebujesz natychmiast, a nie za pół roku?
Barbara: Sporo.
Dariusz: No właśnie. I to jest drogi pieniądz.
Barbara: A czym jest tani pieniądz?
Dariusz: To ten, o który zadbałeś wcześniej. Wiesz, ile Cię kosztuje i kiedy będzie dostępny. Nie szukasz go pod presją, nie zastawiasz majątku, nie idziesz do banku z wnioskiem o półtora miliona potrzebne od zaraz.
Barbara: Skąd niby nagle wziąć takie pieniądze?

Dariusz: Właśnie nie nagle. Na tym polega cała różnica. Drogi pieniądz zaczynasz organizować, kiedy problem już się wydarzył. Tani przygotowujesz, zanim jeszcze się pojawi.
Barbara: Czyli chodzi o jakąś formę rezerwy?
Dariusz: Rezerwa to jedna z opcji. Możliwości jest kilka.
Barbara: Cały czas mówisz o pieniądzach, umowach, rodzinie, a o samych ubezpieczeniach niewiele. A jesteś przecież doradcą ubezpieczeniowym.
Dariusz: Bo polisa to element planu, a nie złoty środek na wszystko.
Barbara: Ale zatrzymam Cię. Ty przecież sprzedajesz ubezpieczenia. Skąd przedsiębiorca ma wiedzieć, że nie pokazujesz mu tych wszystkich problemów właśnie po to, żeby sprzedać polisę?
Dariusz: Bo nie zaczynam od polisy. Najpierw trzeba zobaczyć, gdzie naprawdę jest problem. Czasem potrzebny jest testament, zarządca sukcesyjny albo odpowiedni zapis w umowie. Czasem potrzebna jest gotówka. I dopiero wtedy liczymy, ile jej potrzeba i skąd ją wziąć. Polisa może być jednym ze źródeł tych pieniędzy, ale nie zastąpi całej reszty.
Barbara: I jeszcze jedna rzecz. Sporo mówiliśmy o tym, co się dzieje, gdy właściciela zabraknie na zawsze. A jeśli nie umrze, tylko poważnie zachoruje?
Dariusz: To zupełnie inny rodzaj problemu. Człowiek żyje, ale przez wiele miesięcy może nie być w stanie normalnie pracować. Dochody mogą spaść, rachunki zostają, a do tego dochodzi rehabilitacja, leczenie, czasem konieczność leczenia za granicą.
Barbara: I tutaj polisa faktycznie może pomóc?
Dariusz: Może. I właśnie to jest jedna z jej ważnych funkcji. W zależności od zakresu może dać pieniądze po poważnej diagnozie, na czas, kiedy nie możesz pracować, albo zapewnić dostęp do konkretnego leczenia.
Barbara: Czyli w polisie na życie nie chodzi tylko o śmierć…
Dariusz: Właśnie o tym najczęściej się zapomina. Może dać pieniądze Twojej rodzinie, kiedy Ciebie zabraknie. Ale może też dać pieniądze Tobie – kiedy żyjesz i naprawdę ich potrzebujesz.
Barbara: Gdyby przedsiębiorca po tej rozmowie miał jutro sprawdzić w swojej firmie tylko jedną rzecz, od czego powinien zacząć?
Dariusz: Niech sprawdzi, czy firma potrafi normalnie działać bez niego przez tydzień, dwa, miesiąc. I niech nie liczy sytuacji, w której przez cały ten czas nadal wszystko załatwia przez telefon.
Barbara: Bardzo cenna wiedza, która otwiera oczy. Dziękuję za rozmowę.
Dariusz: Ja również dziękuję.







