
Według szacunków czterech na pięciu użytkowników internetu korzysta z wyszukiwarki internetowej w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania związane ze zdrowiem. Niemal połowa z nich przyznaje, że przeczytane diagnozy zamiast uspokoić, nasilają lęk o zdrowie. Internet często podsuwa najgorsze scenariusze, które pogarszają samopoczucie i zwiększają stres. Zrozumienie tego mechanizmu to pierwszy krok, żeby wyrwać się z pętli kompulsywnego sprawdzania objawów chorób. Jak to zrobić wyjaśnia Beata Kotleszka – polski psycholog w Niemczech.
Lęk o zdrowie to problem poważniejszy, niż się wydaje. Według badań może dotyczyć nawet co ósmego dorosłego. Sprzyja temu internet – łatwy dostęp do medycznych informacji sprawia, że mózg coraz częściej zamienia zwykłe sygnały ciała w alarm.
Zmieniło się też to, jak medycyna ten problem nazywa. Hipochondria zniknęła ze słowników diagnostycznych – dziś używa się pojęć zaburzenie z objawami somatycznymi lub zaburzenie lękowe o chorobę. Liczy się nie to, skąd objawy pochodzą, ale jak bardzo utrudniają życie. Bo lęk o zdrowie potrafi być równie wyczerpujący co choroba.

Lęk o zdrowie – zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne
Lęk o zdrowie działa jak OCD, czyli zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne. To stan, w którym niechciane, natrętne myśli wywołują przymus wykonywania określonych czynności, które chwilowo przynoszą ulgę, ale długofalowo napędzają problem. W przypadku lęku o zdrowie mechanizm jest identyczny.
– Niepokojąca myśl o chorobie wywołuje przymus działania – sprawdzania tętna, skanowania ciała, szukania objawów w internecie. To przynosi chwilową ulgę, ale napędza kolejny cykl lęku – mówi Beata Kotleszka, polski psycholog w Niemczech.

To nie przypadek. Oba zaburzenia mają wspólne podłoże neurologiczne – podobne procesy w chemii mózgu i tych samych obwodach neuronalnych. Dlatego medycyna przestała traktować lęk o zdrowie jako osobną kategorię i przesunęła go bliżej OCD. Ma to konkretne znaczenie dla leczenia. Skuteczne okazują się metody sprawdzone w terapii OCD – takie, które uczą innego reagowania na lęk. Praca nad sposobem myślenia o zagrożeniu przynosi realne korzyści.
Cyberchondria – jak internet zamienia lęk o zdrowie w błędne koło?
Cyberchondria to nawyk kompulsywnego szukania objawów chorób w internecie, który zamiast uspokajać, nasila lęk o zdrowie.
Prosty przykład. Ktoś wpisuje w wyszukiwarkę “ból głowy”, a algorytm wysuwa na górę najgroźniejsze scenariusze, nie te najbardziej prawdopodobne, na przykład odwodnienie czy brak snu. Mózg robi resztę. Skupia się na najgorszej interpretacji i ignoruje wszystko, co mogłoby uspokoić – tłumaczy Beata Kotleszka, polski psycholog w Niemczech.
Im więcej czasu spędzonego na forach medycznych, tym trudniej żyć z niepewnością. A to właśnie ona napędza lęk o zdrowie. Z czasem dochodzi coś jeszcze. Anonimowa historia z forum zaczyna brzmieć bardziej wiarygodnie niż wyniki badań i słowa lekarza. Własne ciało przestaje być czymś naturalnym – staje się źródłem nieustannego zagrożenia.
Lęk o zdrowie – objawy w ciele.
Osoby z lękiem o zdrowie najczęściej skarżą się na dolegliwości mięśniowe i trudności z oddychaniem. Bóle, drżenia i napięcia mięśni interpretują jako oznaki groźnego stanu zapalnego lub infekcji. Duszność nie pojawia się napadowo jak przy ataku paniki. Towarzyszy stale, jako tło codziennego stresu. Jest jeszcze jeden mechanizm, który wszystko pogarsza. Osoby z lękiem o zdrowie nieustannie monitorują własne ciało – tętno, oddech, trawienie. Im bardziej się wsłuchują, tym silniej odczuwają każdy sygnał. To, co jest naturalną pracą organizmu, zaczyna brzmieć jak dowód choroby.

Jak wyjść z pętli lęku o zdrowie? Skuteczne metody.
Terapia poznawczo-behawioralna (CBT) jest obecnie najskuteczniejszą metodą leczenia lęku o zdrowie. Jak wynika z artykułu pt. „Zastosowanie terapii poznawczo-behawioralnej w leczeniu lęku o zdrowie” opublikowanego w czasopiśmie „Psychiatria” terapia CBT redukuje lęk o zdrowie nawet o 75%. CBT uczy traktować natrętne myśli o chorobie jak hipotezy, a nie fakty. Nie jako pewnik, ale jako coś do sprawdzenia i zakwestionowania.
Kluczowym elementem procesu jest stopniowe ograniczanie zachowań, takich jak niepotrzebne badania czy kompulsywne sprawdzanie w Google – mówi Beata Kotleszka. Pacjenci uczą się akceptować niepewność i obserwować sygnały z ciała bez konieczności ich natychmiastowej, katastroficznej oceny – dodaje specjalistka.







